Rosyjska rakieta nad Polską. Premier: Byliśmy w pełni gotowi do zestrzelenia
Szczegóły incydentu – rakieta Ch-101 nad Lubelszczyzną
W poniedziałkowy poranek, podczas jednego z największych rosyjskich ataków na Ukrainę od początku pełnoskalowej wojny, doszło do naruszenia polskiej granicy powietrznej. Jak poinformowały służby, dwa obiekty wleciały w polską przestrzeń – w przypadku jednego sygnał był bardzo krótki i nie miał konsekwencji, drugi zaś spadł w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia w województwie lubelskim. Wstępne ustalenia jednoznacznie wskazują, że był to rosyjski pocisk manewrujący typu Ch-101.
Premier Donald Tusk po naradzie z wojskiem i służbami udał się na miejsce zdarzenia wraz z ministrem obrony narodowej Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem i ministrem spraw wewnętrznych i administracji Marcinem Kierwińskim. Podkreślił, że na szczęście rakieta spadła na teren niezabudowany, nie powodując ofiar ani zniszczeń. „To dramatyczne zdarzenie – całe szczęście bez ofiar i zniszczeń” – powiedział szef rządu.
„Chcemy wskazać służbom i prokuraturze, jak wielkie znaczenie ma szybkie wyjaśnienie wszystkich okoliczności tego dramatycznego zdarzenia - całe szczęście bez ofiar i zniszczeń”
Donald Tusk, Prezes Rady Ministrów
Gotowość bojowa i koordynacja służb – 13 minut na alarm
Po północy generał Ireneusz Nowak postawił w stan gotowości wszystkie systemy obrony powietrznej, uruchamiając krajowe i sojusznicze służby ochrony przestrzeni lotniczej. Wojsko było gotowe do zestrzelenia pocisku, gdyby skierował się w stronę obszarów zamieszkanych. „Polskie wojsko było gotowe do zestrzelenia pocisku, gdyby stanowił zagrożenie dla obszarów zamieszkanych” – potwierdził premier.
Wszystkie służby – Siły Zbrojne RP, Policja, straż pożarna oraz służby wywiadowcze – działały w pełnej koordynacji. Na miejscu zdarzenia pracują prokuratorzy. Dowództwo Operacyjne RSZ przekazało informacje do Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, które uruchomiło system ostrzegania ludności. Mieszkańcy wielu miejscowości w województwach lubelskim i podkarpackim usłyszeli syreny alarmowe. Czas od wykrycia naruszenia do uruchomienia syren wyniósł około 13 minut. „Oznacza to, że w czasie około 13 minut zagrożenia wykorzystano najszybszy dostępny system ostrzegania” – wyjaśnił minister Kierwiński.
„Od wielu miesięcy prowadzone są również szkolenia dla ludności dotyczące właściwego reagowania w takich sytuacjach. Już dwukrotnie aktualizowaliśmy procedury dotyczące informowania społeczeństwa i tym razem pewnie też zdecydujemy się na taki krok, by być jeszcze lepiej przygotowanym”
Marcin Kierwiński, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji
- Rosyjski pocisk manewrujący Ch-101 – według wstępnych ocen wojskowych
- Dwa naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej – jedno skutkujące upadkiem rakiety
- 13 minut – czas reakcji od wykrycia do uruchomienia syren alarmowych
- 100 dni – okres, który według premiera może rozstrzygnąć o wyniku wojny w Ukrainie
- Pełna koordynacja – NATO, USA oraz państwa europejskie zadeklarowały solidarność i gotowość do wsparcia
Międzynarodowe reakcje i wsparcie dla Ukrainy
O sytuacji na bieżąco informowani byli sojusznicy Polski, w tym dowódcy NATO. Przywódcy państw europejskich zadeklarowali pełną solidarność i gotowość do wsparcia. Stany Zjednoczone wyraziły zainteresowanie udziałem w postępowaniu wyjaśniającym. Premier Tusk pozostaje w stałym kontakcie z przywódcami europejskimi.
Tydzień wcześniej w Lublinie premier spotkał się z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim, rozmawiając o współpracy w zakresie obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. „Po tym zdarzeniu będziemy rozważali dalsze wsparcie dla Ukrainy, żeby Ukraina nie przegrała tej wojny. Najbliższe 100 dni mogą rozstrzygnąć o wyniku tej wojny” – zapowiedział Tusk. Polskie myśliwce współpracowały z ukraińskimi, które starały się przechwycić pociski zmierzające w stronę granicy.
„Pan generał Nowak poinformował mnie o tym, że myśliwce ukraińskie do samej polskiej granicy starały się przechwycić i zatrzymać pociski, które zmierzały w polską stronę. To pokazuje, jak ważna jest nasza współpraca z naszymi sojusznikami”
Donald Tusk, Prezes Rady Ministrów
Co to oznacza dla mieszkańców Świdnicy?
Choć incydent miał miejsce na Lubelszczyźnie, jego konsekwencje są odczuwalne w całym kraju, w tym w regionie świdnickim. Wszystkie lokalne służby – Komenda Powiatowa Policji w Świdnicy, Państwowa Straż Pożarna oraz Wojska Obrony Terytorialnej – zostały postawione w stan wzmożonej gotowości. Mieszkańcy Świdnicy mogą spodziewać się dodatkowych szkoleń z zakresu reagowania na sygnały alarmowe, które od ubiegłego roku są regularnie przeprowadzane przez Rządowe Centrum Bezpieczeństwa we współpracy z samorządami.
W praktyce oznacza to, że każdy mieszkaniec Świdnicy powinien znać procedury na wypadek alarmu lotniczego – schronienie się w budynku, zamknięcie okien i drzwi, śledzenie komunikatów w mediach lokalnych. W najbliższych tygodniach na terenie powiatu świdnickiego planowane są też ćwiczenia obronne z udziałem jednostek Wojska Polskiego. „Tego typu sytuacje będą się zdarzały i musimy być na nie przygotowani” – podkreślał minister Kierwiński. Dla mieszkańców Świdnicy to sygnał, że bezpieczeństwo zaczyna się od znajomości podstawowych zasad ochrony ludności.